|
Wpisany przez Administrator
|
|
Czwartek, 25 Czerwiec 2009 20:19 |
|
Strona 9 z 15 Ten prawie mechaniczny dobór silnych dźwięków przyczynił się zapewne najbardziej do stworzenia złudnych pozorów i obałamucił roz-nosicieli sławy autora. Tymczasem „Shakespeare, Kochanowski, Słowacki" pisze językiem tak niepoprawnym, tak w barwy poetyczne ubogim, że zamiast podziwu przydałaby mu się staranna korekta. Przytoczmy kilka prób. Janko klnie się: „Bogdaj mnie pioruny i więcej jeszcz e." Do Ratibora, z którym ma walczyć i z którego ręki ginie, woła: „Ustąp, wściekły capie, z drogi, powiadam, bo weźmiesz po ł a p i e." Kadencja jest — jak twierdzono dawniej — ale sentencji mało. Łokietek posiada „żmiję mądrości", Albert zaś mówi do niego: „Głos twój grzmi i skrzeczy." Muskata do Małgosi: „A świat bez ciebie cały straszna matnia" (jeden z ulubionych wyrazów autora), Bernard zaś odzywa się o zakochanym przyjacielu: „Na jego ustach straszliwa przysięga [?], co wieczność [?] kryje i górnych gwiazd sięga" [?] — co nadmiarem sensu nie grzeszy. Florian grozi zdrajcom: „Człowiecza wszelka z nich opadnie szata, a ja zawołam: istny koniec świat a." Dlaczego ma być wtedy „koniec świata"?
|