headerphoto
Plon konkursowy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Czwartek, 25 Czerwiec 2009 20:19
Spis treści
Plon konkursowy
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Wszystkie strony

Uwagi godnym jest u nas fakt częstego egzaltowania się ospałej opinii w stosunku nieproporcjonalnym do powodów. Zwykle martwa, obojętna, dostaje nagle gwałtownych napadów histerii, w której albo coś potępia, albo wychwala bez miary. Po każdym takim paroksyzmie szybko powraca do obojętności i ceni przedmioty swych złorzeczeń lub lekceważy przedmioty swej chwalby. Prawie zawsze przypadłość rozpoczyna się u niej od głowy — od prasy, za którą idą inne organy. Prasa ta w znacznej swej części szklanym, martwym okiem patrzy nieraz na najpomyślniejsze objawy naszego życia i w jednej chwili, bez widomej racji uczuwa zawrót, wstrząsa się, zapala i nabożnie klęka przed czymś, co bynajmniej nadmiernych uniesień nie usprawiedliwia. Jest to dowód niedojrzałości czy choroby, słabej wiedzy czy zdenerwowania się w dusznym powietrzu — badać tu nie będziemy, zaznaczamy tylko, że owa histeria objawiła się również przy tegorocznym konkursie dramatycznym.

 

Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku biegały w pismach zadyszane wieści, że w plonie konkursowym znalazły się złote kłosy; po rozdaniu nagród zaczęto bić z armat dziennikarskich salwy na urodziny geniusza. Opowiadano, że sędziowie, czytając Alberta, nie mogli opanować wzruszenia, że przyznawszy jego autorowi jednogłośnie pierwszą palmę, ze łzami radości rzucili się sobie w objęcia, że takiej chwili nigdy może literatura polska nie miała. „Trzeba było widzieć — pisze pewien sprawozdawca — tych «starych», którzy na drugi dzień po odczytaniu ogólnym Alberta, z rumieńcem na licach, z iskrzącymi oczyma, wbrew sędziowskiej dyskrecji spowiadali się ze swoich wrażeń i mówili o tej tragedii z takim zapałem młodzieńczym, jak gdyby każdy z nich sam był jej autorem."  Gdy odsłonięto nazwisko tryumfatora, który „położył się nieznanym, a wstał znakomitym" i „przez jedną noc" zyskał sławę, zaczęto go interviewować, oprowadzać po salonach, wyprawiać bale „z Kozłowskim", deklamować ustępy z jego dramatu prywatnie i publicznie. Wyrysowano go we wszystkich ilustracjach, wydrukowano jego młodzieńczy wierszyk, nie zasługujący na pokaz, ale mający dla narodu urok i wartość miłej pamiątki, jako pierwocina autora rozległej chwały, który połączył w sobie „Shake-speare'a, Kochanowskiego i Słowackiego". „Tak nam trzeba było — mówił wspomniany krytyk — teraz właśnie jakiegoś zwycięstwa, które by dało świadectwo naszej żywotności duchowej, jakiejś pociechy w przygnębieniu, jakiegoś dowodu, że ten duch wśród zimnych i nieprzyjaznych prądów naszej epoki jak stary gwardzista w najcięższej walce nie poddaje się, że wspina się przecież jak woda, im ciaśniej, tym wyżej." Ponieważ poza kołem konkursowym i jego przyległościami nikt nie znał arcydzieła, a druk jego opóźniono, przez kilka tygodni więc owe chwalby rosły bujnie, powstrzymywane zaledwie przestrogami, ażeby podniósłszy laureata zbyt wysoko, nie przyprawiano go o niebezpieczny upadek. Przestrogi te opierały się z jednej strony na widocznych znamionach przesady, z drugiej na tym pewniku, że nad kolebką geniuszów nigdy nie śpiewa chór pochwalny, bo ich jeszcze nie rozumie.

 



 
SEO by Artio
nasza klasa projekty domów
szkoła policealna szczyrk konferencje pogotowie komputerowe wrocław